Bohaterski ratunek utraconej stacji kosmicznej
SPUTNIK POLSKA
©Sputnik/Aleksandr Moklecow
Kiedy stacja kosmiczna „Salut 7" przestała reagować na polecenia Ziemi, był tylko jeden sposób, aby zapobiec kolizji z naszą planetą: wysłać kosmonautów, aby ją uratowali. Dziś Sputnik opowie Wam o szczegółach tego bohaterskiego wyczynu.
Stacja „Salut 7", stworzona w ramach programu cywilnego Długoczasowa Stacja Orbitalna (DOS), została wyprowadzona na orbitę 19 kwietnia 1982 roku przez rakietę nośną „Proton". Była przeznaczona do prowadzenia badań naukowych, technologicznych, biologicznych i medycznych w warunkach nieważkości.
Orbitalna stacja kosmiczna „Salut 7" przestała odpowiadać na sygnały z Centrum Kontroli Lotów. 11 lutego 1985 roku o godzinie 9:23 czasu moskiewskiego stacja, która w tym czasie była pusta już od sześciu miesięcy, wymknęła się spod kontroli i stopniowo zbliżała się do Ziemi. Stawką były ludzkie życie i reputacja radzieckiej kosmonautyki.

Historia kosmonautyki jeszcze czegoś takiego nie widziała. Nie wiadomo było również, co dokładnie wydarzyło się na stacji i w jakim była stanie - czy można ją przywrócić, a przynajmniej zdjąć z orbity, aby sterować upadkiem.
„Myśleliśmy, że w zasadzie można spróbować zbliżyć się do stacji. W tym celu konieczne było połączenie sił z wojskiem, a następnie zaczęliśmy bardziej szczegółowo opracowywać program zbliżenia. Ponieważ stacja była «martwa», to znaczy nie reagowała na system sterowania, nic nie działało. Innymi słowy, musieliśmy zbliżyć się do 20-tonowego «kamienia»" - powiedział Walerij Riumin, dyrektor lotów „Salut 7" w 1985 roku.
Do „Salut 7" postanowiono wysłać załogę w składzie Władimira Dżanibekowa i Wiktora Sawinych - najbardziej doświadczonych w tym czasie kosmonautów, na których kandydaturę osobiście nalegał Aleksiej Leonow.
Władimir Dżanibekow był w tym czasie najbardziej doświadczonym radzieckim kosmonautą, który od 1978 do 1985 roku wykonał cztery loty kosmiczne jako dowódca statku kosmicznego i miał doświadczenie w ręcznym dokowaniu.
Wiktor Sawinych do 1985 roku uczestniczył w jednym locie kosmicznym pod dowództwem Dżanibekowa jako inżynier pokładowy, za co otrzymał tytuł Bohatera ZSRR.
Radzieccy kosmonauci mieli tylko trzy miesiące na przygotowanie. Specjalna wyprawa wymagała również specjalnego przygotowania statku kosmicznego „Sojuz-T": zmniejszono wagę, usuwając niepotrzebny sprzęt, dodano pojemniki na wodę i żywność, a także na paliwo, które umożliwia manewry ręcznego dokowania.
„Zaczęliśmy intensywne szkolenia. Technika pilotowania została udoskonalona, aby osiągnąć prawdziwą jubilerską dokładność. Tryb za trybem, dokowanie za dokowaniem. Na początku były błędy. Potem było ich coraz mniej. Nauczyliśmy się latać na symulatorach z nowymi przyrządami, zgodnie z nową techniką, w nowych warunkach. Kiedy stało się jasne, że nasze umiejętności i wiedza pozwolą nam zrealizować to, co zostało zaplanowane, podjęto decyzję o starcie" – Wiktor Sawinych, „Zapiski z martwej stacji".
6 czerwca 1985 roku ekspedycja wystartowała z kosmodromu Bajkonur pod „pechowym" numerem 13. Nieco ponad dwa dni później, 8 czerwca o godzinie 11:00, Dżanibekow i Sawinych zobaczyli „Salut 7" z iluminatora statku kosmicznego.
Później kosmonauci zdali sobie sprawę, że stacja była obrócona do statku niedziałającą stacją dokującą. Trzeba było „ręcznie" oblecieć stację. Manewr przeliczał Sawinych, Ziemia pomagała ze współrzędnymi.

8 czerwca 1985 roku przeszedł do historii załogowej eksploracji kosmosu. Jednak dla załogi ekspedycji główne prace dopiero się zaczynały.
Telewizja Roskosmos/Zrzut ekranu
Najgorsze, co mogło stać się z „Salutem", to jego rozhermetyzowanie się. Tlen, który miał do dyspozycji Sojuz, nie wystarczyłby dla całej stacji, a praca na niej byłaby niemożliwa. Po kilku ekscytujących minutach otwierania włazów okazało się, że stacja była szczelna. Ale była całkowicie pozbawiona energii. Temperatura powietrza wynosiła poniżej -5°C. Zamrożona woda rozerwała rury, ściany były pokryte szronem.
Kosmonauci musieli pracować na orbicie w wełnianych czapkach, które na szczęście przywieźli z domu.

Tego samego dnia kosmonautom udało się podłączyć akumulatory stacji, łącząc je bezpośrednio z panelami słonecznymi: gołymi rękami skręcali przewody elektryczne i owijali je taśmą izolacyjną. Ale kiedy lód się stopił, przyniosło to nowe problemy: co zrobić z wodą?
„Kiedy włożyłem rękę za panel sterowania, zamarłem: ręka po łokieć w wodzie! W ruch poszły szmatki. A skąd je wziąć? Zaczęli rozdzierać ubrania: najpierw bielizna, potem kombinezony. Kiedy przyleciała «ciężarówka» z ogromną ilością materiałowych ręczników, był to wspaniały prezent!" – powiedział Władimir Dżanibekow.
„Ciężarówka" – statek „Progress 24" – zadokowała 23 czerwca. Przywiozła sprzęt, zapasy wody i paliwa, a także świeże gazety. Nie trzeba było już martwić się o zasoby.

Po przywróceniu stacji kosmonauci zajęli się pracą naukową: prowadzili eksperymenty, obserwacje, uprawiali bawełnę i paprykę. 18 września do stacji przybył „Sojuz T-14" z Gieorgijem Grieczko, Władimirem Wasjutinem i Aleksandrem Wołkowem na pokładzie.

26 września Władimir Dżanibekow i Gieorgij Grieczko wrócili na Ziemię. Sawinych, Wasiutin i Wołkow dalej pracowali na stacji.

©Sputnik/Aleksandr Moklecow
Późniejsze dochodzenie incydentu wykazało, że łączność z „Salutem 7" została utracona z powodu niedoskonałości systemu zasilania stacji.
Made on
Tilda